szukaj w portalu Rynek i Sztuka MENU

Dwie dekady historii. Rozmowa ze specjalistką rynku fotografii kolekcjonerskiej w Polsce, Katarzyną Sagatowską

21.02.2020

Wywiady

Jeszcze dwie dekady temu trudno było mówić o rodzimym rynku fotografii. Obecnie ten segment polskiego rynku sztuki nie tylko funkcjonuje, ale i, jak zapewniają eksperci, całkiem prężnie się rozwija. O początkach polskiego rynku fotografii, jego ewolucji oraz najbardziej pożądanych przez kolekcjonerów tego medium nazwiskach ze specjalistką rynku fotografii kolekcjonerskiej w Polsce, kuratorką, wykładowczynią i fotografką, Katarzyną Sagatowską, rozmawia Katarzyna Zahorska.

Katarzyna Zahorska: Kiedy właściwie narodził się polski rynek fotografii?

Katarzyna Sagatowska: Moim zdaniem symbolicznym początkiem rynku fotografii w Polsce była pierwsza profesjonalna aukcja fotografii, którą we wrześniu 2003 roku zorganizował Dom Aukcyjny Polswiss Art. Decyzja o organizacji licytacji z pewnością była wynikiem narastającego wówczas zainteresowania rynku sztuki fotografią. Przed 1989 rokiem rynek fotografii nie istniał, zatem po zmianach politycznych musiał on wystartować od zera. I stopniowo zainteresowanie tym medium rosło, aż na początku XXI wieku nastąpiła kulminacja – powstały pierwsze komercyjne galerie fotografii, odbyły się pierwsze edycje największych festiwali (w Krakowie i Łodzi), powstało także wiele szkół fotograficznych. Ciekawym sygnałem dla rynku była pierwsza w Polsce wystawa prywatnej kolekcji fotografii – w 2002 roku swój zbiór przedstawił Wojciech Jędrzejewski w krakowskiej galerii Artemis.

Natalia LL, „Sztuka konsumpcyjna”

Natalia LL, „Sztuka konsumpcyjna”, 1972, źródło: dzięki uprzejmości artystki i galerii lokal_30

KZ: Jak obecnie wygląda kondycja polskiego rynku fotografii? Jak zmieniała się ona przez lata?

KS: Obserwuję z bliska zmiany zachodzące na polskim rynku fotografii od 2010 roku. W latach 2010-2017 byłam kuratorką i koordynatorką cyklicznego projektu aukcyjnego pod nazwą Fotografia Kolekcjonerska. Obecnie prowadzę własną galerię Jednostka. Na początku mojej pracy w Fotografii Kolekcjonerskiej za dobry wynik uważaliśmy sprzedaż 30% oferowanych na aukcji obiektów. Kilka lat później ten odsetek wzrósł do 60-70%. Pokazuje to w prosty sposób zdecydowany wzrost zainteresowania kolekcjonerów – zarówno prywatnych, jak i instytucjonalnych – tym medium. I choć nie ma w Polsce wielu komercyjnych galerii fotografii, nie uważam tego za negatywne zjawisko, gdyż jest ona bardzo wyraźnie obecna w galeriach prezentujących różne media. Obecnie częstą praktyką artystów jest sięganie po różne techniki, w zależności od tematu, który chcą podjąć. Dzięki temu fotografia zyskuje należne sobie równorzędne – choćby z malarstwem czy rzeźbą – miejsce w sztuce.

KZ: Jak wygląda sytuacja polskiego rynku fotografii w porównaniu z rynkiem międzynarodowym?

KS: Musimy pamiętać, że światowy rynek fotografii jest znacznie starszy od naszego. Na Zachodzie rozwija się on dynamicznie od lat 70. XX w. Także i wcześniej działali propagatorzy kolekcjonowania fotografii, a muzea tworzyły poświęcone jej działy. Skutkuje to zatem większym zaawansowaniem w każdym aspekcie – od ilości instytucji zajmujących się fotografią po ceny prac. Najdroższa fotografia na światowych aukcjach to dzieło Andreasa Gursky’ego „Rhein II” sprzedane w 2011 r. za ponad 4,3 mln dolarów, podczas gdy najdroższe zdjęcie w Polsce to „Potwór z Düsseldorfu” Stanisława Ignacego Witkiewicza –Witkacego (we współpracy z Władysławem Janem Grabskim) wylicytowane w 2016 r. za 170 tys. zł. Dzięki aktywności polskich artystów i instytucji ten segment polskiego rynku ma się coraz lepiej. Ceny polskiej fotografii będą rosły. Zachęcam zatem do zakupów teraz, gdy nadal dobre prace rodzimych artystów można kupić za relatywnie nieduże pieniądze, czyli znacznie poniżej tysiąca euro.

Weronika Gęsicka, Bez tytułu #5, fotografia

Weronika Gęsicka, Bez tytułu #5 z cyklu „Ślady”, 2015–2017, źródło: dzięki uprzejmości artystki i galerii Jednostka.

KZ: Jakie elementy decydują o wartości fotografii?

KS: Podzieliłabym te elementy na dwie grupy. Pierwsza dotyczy samej fotografii, druga jej odbitki. Z pierwszą wiąże się pozycja autora i miejsce danej pracy w jego dorobku. Na drugą składają się informacje dotyczące egzemplarza, z którym mamy do czynienia, a zatem datowanie (ważna jest zarówno data wykonania fotografii, jak i data powstania jej odbitki), format, edycja (czyli ilość odbitek, które powstały z danej fotografii), technika wykonania (powinna być archiwalna), stan zachowania. Na wartość wpływa także to, czy i jak praca została oznaczona przez autora oraz proweniencja.

KZ: Która technika, estetyka czy tematyka cieszy się szczególnym powodzeniem wśród polskich inwestorów i kolekcjonerów fotografii?

KS: Nie da się sformułować takich grup. Najważniejszy jest artysta i jego prace. Każdy kolekcjoner ma inny gust, inną motywację. Czasem praca, która jest mniej istotna w dorobku twórcy, może być bardzo ciekawa kolekcjonersko, gdyż stanowi uzupełnienie ważnego wątku tematycznego w zbiorze.

KZ: Które nazwiska polskich fotografów są obecnie najbardziej pożądane na polskim rynku fotografii?

KS: To jest trudne pytanie, bo lista autorów jest bardzo długa. Trudno wymienić wszystkich. Każda epoka ma swoich mistrzów. Może wskażę kilka tropów, które mogą być kierunkowskazem do dalszych twórców. Poczynając od XIX wieku, z którego na rynku bardzo rzadko pojawiają się ciekawe prace, warto szukać takich fotografów, jak Karol Beyer czy Konrad Brandel. Posuwając się dalej na osi czasu z pewnością trzeba wymienić wspominanego już Witkacego, dalej Benedykta Jerzego Dorysa, Edwarda Hartwiga – chyba najdłużej aktywnego polskiego fotografa. Jan Bułhak stworzył ciekawy portret przedwojennej Polski. Po wojnie ważną rolę odegrali Zbigniew Dłubak, Jerzy Lewczyński, Zofia Rydet, Zdzisław Beksiński, Paweł Pierściński. Kolekcjonerzy bardzo cenią prace Ewy Partum, Natalii LL, Józefa Robakowskiego.

KZ: Jak wygląda rynek fotografii, jeśli chodzi o młodych polskich artystów? Które spośród nazwisk są szczególnie chętnie kupowane?

KS: Artyści młodszego pokolenia są niezwykle aktywni i interesujący. Zdobywają także duże uznanie poza Polską. Zawsze jednak trudno określić granicę czasową, która pozwala zaliczyć artystów do młodszego pokolenia. Jeśli przyjmiemy, że są to twórcy urodzeni w latach 70. i później, to warto przyjrzeć się twórczości Bownika, Anety Grzeszykowskiej, Witka Orskiego, Marty Zgierskiej czy nieżyjącego już Jana Dziaczkowskiego. Nie mogę też nie wymienić artystów, z którymi pracuję – Weroniki Gęsickiej i Rafała Milacha.

Podaję te nazwiska z poczuciem, że wielu ciekawych twórców nie zostało wymienionych – dotyczy to zarówno dawnych mistrzów, jak i młodszych autorów. Zachęcam zatem do uważnego śledzenia polskiej sceny artystycznej – czy to w instytucjach publicznych, czy prywatnych galeriach – oglądania prac na żywo i własnych poszukiwań. Warto chodzić na wystawy absolwentów uczelni, bo możemy mieć przyjemność odkrycia jakiegoś nowego talentu.

Edward Hartwig, Portret dziewczyny, fotografia

Edward Hartwig, Portret dziewczyny (znana również jako Dziewczyna z rękawiczkami), 1950

KZ: O czym należy pamiętać decydując się na zakup fotografii?

KS: Kupując fotografię, jak i każde inne dzieło sztuki, musimy mieć pewność z jakiego rodzaju obiektem mamy do czynienia. Zawsze zachęcam kolekcjonerów do zadawania jak największej ilości pytań, aby mieć pełny pakiet informacji niezbędnych do podjęcia decyzji. Te informacje to czynniki, o których już wspominałam, mówiąc o wartości fotografii. Kiedy wszystko wiemy o oferowanym egzemplarzu, możemy podjąć świadomą decyzję o zakupie. Na przykład świadomie przepłacić, gdy licytacja na aukcji znacznie wykracza poza wcześniejsze notowania rynkowe autora.

KZ: Gdzie kupować fotografię kolekcjonerską? W galeriach, domach aukcyjnych, antykwariatach?

KS: Wszystkie te instytucje to dobre adresy. Ważne, aby kupować w miejscu, które gwarantuje najwyższą jakość i oryginalność prac. Można też próbować u artystów lub ich spadkobierców, ale profesjonalizacja polskiego rynku fotografii powoduje, że wielu artystów ma już galerie, które ich reprezentują. Niezależnie od miejsca zakupu, zawsze warto poznać artystę. Wielu kolekcjonerów podkreśla, że jest to jedna z największych przyjemności związanych z kupowaniem sztuki.

KZ: Czym inwestowanie w fotografię różni się od inwestowania w dzieła sztuki innych mediów?

KS: Myślę, że jednocześnie niczym i wszystkim. Niczym, ponieważ fotografia jest jedną ze sztuk i podlega takim samym kryteriom oceny merytorycznej, estetycznej, emocjonalnej i inwestycyjnej jak inne. A wszystkim, ponieważ różni się znacząco technicznie od pozostałych mediów i aby ją świadomie kupować, należy znać techniczne standardy kolekcjonerskie.

KZ: Które polskie kolekcje fotografii wydają się Pani najciekawsze?

KS: Znam wiele ciekawych kolekcji fotografii w Polsce, nie o wszystkich mogę mówić, bo nie wszystkie zostały upublicznione. Z tych już ujawnionych z pewnością trzeba wymienić kolekcje Dariusza Bieńkowskiego, Cezarego Pieczyńskiego, Joanny i Krzysztofa Madelskich, czy Ewy Franczak i Stefana Okołowicza. Ogromnie ciekawe zbiory fotografii znajdują się także w instytucjach – w Muzeum Sztuki w Łodzi czy też w Muzeach Narodowych w Warszawie i we Wrocławiu.

Jan Dziaczkowski, z cyklu „Góry dla Warszawy”, fotografia

Jan Dziaczkowski, z cyklu „Góry dla Warszawy”, 2009, źródło: dzięki uprzejmości galerii Monopol

KZ: Czy miałaby Pani jakieś szczególne rady dla początkujących kolekcjonerów fotografii i osób rozpoczynających swoją przygodę z inwestowaniem w fotografię?

KS: Przede wszystkim trzeba przygotować się na wspaniałą przygodę intelektualną i emocjonalną. Na spotkanie wielu fascynujących artystów. I na zmiany w swoim życiu. Jak pisze Jerzy Stelmach w swojej książce „Uporczywe upodobanie. Zapiski kolekcjonera”: „Sztuka i jej kolekcjonowanie pozwala odnaleźć zagubiony w codzienności sens życia, daje prawdziwą motywację do aktywnego działania i niezbędną siłę do przetrwania.”[1] Mówiąc bardziej konkretnie, warto zbliżyć się do fotografii poprzez czytanie książek, chodzenie na wystawy, rozmowy ze specjalistami i miłośnikami sztuki. Kolekcjonowanie to nieustanne dokształcanie. Im więcej wiemy i oglądamy, tym bardziej świadomie możemy podejmować decyzje. A przede wszystkim warto wsłuchać się w siebie i zrozumieć co nas interesuje, co nam się podoba. Wtedy stanie się jasne, na co chcemy przeznaczyć swoje pieniądze.

[1] Jerzy Stelmach, „Uporczywe upodobanie. Zapiski kolekcjonera”, Wydawnictwo BOSZ, 2013.

il. góra: Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy) / Władysław Jan Grabski, Potwór z Düsseldorfu, 1932, źródło: materiały prasowe 17. Fotografii Kolekcjonerskiej

Tekst pochodzi z magazynu RiSZ No. 3

Rynek i Sztuka - logotyp

Magazyn RiSZ 3/2018

szukaj wpisów które mogą Cię jeszcze zainteresować:

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn

Magazyn

Nowość - Magazyn portalu RynekiSztuka.pl

Pobierz Magazyn Pobierz Raport 2017